Cześć _____ <– tu wstaw swoje imię 🙂

Chciałbym Cię poznać osobiście i kierować ten artykuł tylko dla Ciebie, bo skoro to czytasz musisz być wyjątkową osobą. Są dwie opcje, albo znasz mnie osobiście i ciekawi Cię co robię, albo przyciągnął Cię tu temat który poruszam. W obu przypadkach należą Ci się ogromne podziękowania za wsparcie, szczególnie na początku mojej drogi zwanej przedsiębiorczością. Każdy biznes z założenia powinien wnosić wartość w życie innych ludzi, ale zbyt często jest pomijane jak wielką wartość to ludzie wnoszą do biznesu. Nowoczesne firmy to głównie marki osobiste – więc kupując czy promując – jednocześnie pomagasz realizować cele i marzenia osób, które za daną marką stoją.

Dziękuję Ci w imieniu wszystkich dla których jesteś nie tylko klientem czy fanem!

A teraz przejdźmy do rzeczy… 🙂

O co chodzi z tym „kosztowaniem” lemoniady?

Jedno jest pewne – nie będzie to artykuł o jej smaku. Rzeczą oczywistą jest, że jakość każdego produktu musi być dobra i doskonale przekonała się o tym dziesięcioletnia milionerka Mikaila jak czytamy w artykule na blogu menger.pl

 Mikaila Ulmer miała cztery latka, gdy w 2009 roku babcia ofiarowała jej starą książkę kucharską. Książka się rozpadała, jej okładki były postrzępione, ale tekst i przepisy nienaruszone. Przeglądając strony, czterolatka natknęła się na recepturę lemoniady z siemienia lnianego. Postanowiła, że zrobi babci taką właśnie lemoniadę.
(…)panna Ulmer zaproszona została do siedziby Whole Foods, Inc., największej na świecie sieci supermarketów z żywnością organiczną. Decyzja była natychmiastowa: sieć, za kwotę 11 milionów dolarów, kupiła od dziesięcioletniej wówczas, Mikaili, markę i prawo do jej dystrybucji.

 

Wniosek nasuwa się jeden… przedsiębiorcza Mikaila musiała poważnie podejść do tego pomysłu i traktowała go ze 100% zaangażowaniem.

Czytając ten artykuł, przypomniało mi się jak wiele razy Jasio mówiąc o swoim biznesie podawał przykład stoiska z lemoniadą.
Czyżby lemoniada stała się światowym symbolem pierwszego dziecięcego interesu.?
Nawet pierwszy odcinek bajki dla dzieci “Warren Buffett’s Secret Millionaires Club” jest poświęcony lemoniadzie.

Czy tobie też zdarzyło się usłyszeć o pomyśle sprzedawania lemoniady?

Nasze reakcje jako rodziców są różne. Jedni z nas z entuzjazmem podchodzą do pomysłu, a inni starają się wytłumaczyć, że na ulicy przed domem będzie ciężko cokolwiek sprzedać. Lokalizacja, lokalizacja, lokalizacja… 🙂
Ale czy sprzedaż lemoniady jest złym pomysłem? Jestem pewien, że każdy pomysł aby dziecko wykazało się kreatywnością i miało możliwość zorganizowania jakiegoś przedsięwzięcia jest dobry.
A kiedy jeszcze może na tym zarobić na nową grę lub książkę to już w ogóle super! (pozdrawiam Oliwierka 😊)

Co ma wspólnego lemoniada i dochód

 

Kosztowanie czyli nic innego jak ustalenie ceny produktu (ang. product costing) – w naszym przypadku lemoniady.
Etap często pomijany przez rodziców decydując się na pomoc przy przygotowaniu pierwszego sklepiku. Czy to źle?
Moim zdaniem niekoniecznie. Znając życie, dzieci mogłyby się szybko zniechęcić do całego pomysłu, wiedząc, że najpierw trzeba wykonać jakieś nudne obliczenia… przecież one chcą tylko zrobić coś fajnego i dostać gotówkę! Więc nic straconego, nawet lepiej, że można odnieść się do doświadczenia które dziecko już ma za sobą – tylko tym razem zaangażować się do tego jak do własnych projektów biznesowych.

Nie tylko start-upy

 

Wiele firm zapomina o tak podstawowym czynniku jak poprawne wyliczenia wszystkich swoich kosztów i co za tym idzie właściwej ceny usługi lub produktu. Po czasie jednak okazuje się, że finalny balans zarobków często waha się w okolicach zera lub co gorsza jest na minusie. Fajnie jest prowadzić biznes dla przyjemności, ale całkiem fajnie też do niego nie dopłacać 🙂

Na co dzień pracuję dla bardzo dużej korporacji (40% brytyjskiego rynku w swojej branży) i robię dla nich super nudne rzeczy.
Jednym z moich zadań jest księgowanie i analiza rozbieżności pomiędzy Kosztem Standardowym a Kosztem Faktyczny (Product Cost Variance). Przez te lata odkryłem, że nawet tak duże firmy nie potrafią do końca dobrze określać kosztów swoich produktów.

Źle wyliczone koszta produkcji zwykle skutkują:
a) stałą stratą dla firmy – w kontrakcie zobowiązaliśmy się dostarczyć produkt w umówionej cenie
b) wycofaniem produktu ze sprzedaży – w najlepszym wypadku – a co za tym idzie utratą reputacji (oraz pieniędzy i czasu poświęconego na cały proces)

Dlatego uważam, że powinniśmy za wczasu pomóc dziecku zrozumieć tą subtelną różnicę pomiędzy przychodem a dochodem.

Jak to zrobić żeby nie zanudzić dziecka?

 

Do stworzenia tego artykułu zainspirował mnie podcast sprzed 5 lat – WNOP Michała Szafrańskiego którego gościem była Dorota “Superniania” Zawadzka. Dorota mówiła w nim, że powinno się uświadamiać dzieciom, że sprzedaż to nie tylko zyski ale i koszty.
Pomyślałem, że jest to bardzo trafne spostrzeżenie i od razu zacząłem kombinować… W jaki sposób mógłbym wytłumaczyć Jaśkowi co składa się na cenę jakiegoś produktu?
Jego wyobrażenie o biznesie, historia Mikali, bajka z Warrenem Buffetem i podcast z Supernianią – wszystkie znaki na niebie wskazały na lemoniadę.

W ten właśnie sposób powstały kolorowe karty obrazujące co składa się na cenę jednego kubka lemoniady. Karty, jak każdy mój produkt, zostały  “przetestowane na dzieciach”😅
Dla czytelników bloga – karty są do pobrania całkowicie za darmo na końcu artykułu.
Do kart dołączona jest również instrukcja obsługi krok-po-kroku.
Aby zabawa się udała potrzebne będą jeszcze: kalkulator (opcjonalnie), dzbanek z zimną lemoniadą (zalecane), zaangażowany rodzic (konieczne) 😉
Oprócz wykonywania działań, warto też wyjaśnić jaki proces właśnie obliczamy (np. całkowitą ilość porcji to cała nasza lemoniada rozlana na mnóstwo kubeczków).

Zobacz jak było u nas:

[envira-gallery id=”2335″]

 

Od jakiego wieku zabawa?

 

Nie lubię kategoryzowania na wiek, bo uważam, że każde dziecko rozwija się w innym tempie. Niemniej jednak temat nie jest łatwy i przydadzą się pewne matematyczne umięjętności (liczenie samodzielnie lub z użyciem kalkulatora).

Wersja z kartami jest bardzo uproszczona i nie chodzi tutaj o to by zamęczyć dziecko koniecznością płacenia podatków czy czarne scenariusze które mogą wystąpić w prawdziwym biznesie.
Potraktuj to jako wstęp do tematu obliczania kosztów. Przecież przede wszystkim chcemy zachęcić a nie zniechęcić – wszystko w swoim czasie 😉
Jeśli jednak jesteście już level wyżej – mam też pewien bonus.
Przygotowałem też coś dla tych, którzy są już na etapie napominania o podatkach…

 

Chcesz pójść krok dalej?

 

Zabawa z kartami jest świetnym wprowadzeniem do świata Excel’a. Do wykonania obliczeń potrzebujemy zarówno “surowych” danych (takich jak pojemności naczynia), oraz wyników innego działania.
Na przykład jednym ze składników dodawania będzie iloraz dzielenia wykonanego na innej karcie.

Microsoft Excel jest narzędziem bez którego mało która firma potrafi się obejść. Jego główną zaletą jest to, że można na nim stworzyć właściwie wszystko, w zależności od potrzeb i znajomości formuł.
Excel uczy logicznego myślenia i oszczędza nam kupę czasu. W dodatku od jakiegoś czasu możemy korzystać z jego funkcji całkowicie za darmo w przeglądarce używając do tego celu Google Arkusze.

Jeżeli tak jak ja zakochałeś się w Excelu od pierwszego SUMIF’A – mam dla Ciebie świetną wiadomość. Przygotowałem również coś dla bardziej zaawansowanych – “Mój pierwszy arkusz Excel – Obliczamy cenę lemoniady”!

Arkusz ma na celu to samo zadanie co karty – wyjaśnić co składa się na cenę produktu. Zobrazować różnicę pomiędzy przychodem a dochodem. Natomiast jest on dużo bardziej zaawansowany.
Dzięki arkuszowi mamy możliwość dodania innych kosztów takich jak: podatki, koszt pracownika, opłata za stoisko itp. Arkusz jest całkowicie edytowalny więc wyobraźnia i życiowe doświadczenie są jedynymi limitami.

Kolejnym ważnym atutem arkusza jest możliwość obliczenia ceny jednego kubka na dwa sposoby. Pierwszy z nich opiera się na koszcie + oczekiwanym zarobku (tak jak na przykładzie kart), drugi z kolei na koszcie + narzuconej przez nas marży. Możemy również zilustrować wysokość zarobku w zależności od poziomu całkowitej sprzedaży.

Podsumowując

Jak sami widzicie przedsiębiorczośc może być ciekawa. Oczywiście można się tego wszystkiego nauczyć będąc dorosłym, ale po co?
Lepiej „ogarnianko” mieć zaszczepione od małego. Ogarnianko, czyli branie życia w swoje ręce nie czekając na niczyją łaskę. Cecha przydatna niezależnie od pozycji, funkcji czy branży.

Wiadomo, że dzieci najlepiej chłoną informacje kiedy same są czegoś ciekawe. Pomyśl, jak wiele definicji otaczającego Cię świata pamiętasz z dzieciństwa? Będziesz zdziwiony jak wiele tematów można poruszyć przy okazji tej zabawy. Rozmawialiśmy o popycie, podaży, optymalizacji kosztów… itd 🙂

Pamiętaj jednak, że głównym celem tej zabawy jest zachęcić dziecko do działania. Co zadziałało w moim przypadku niekoniecznie zadziała w Twoim. My na razie stanęliśmy na kartach, ale już za jakiś czas planuję wdrożyć Excela.

Plansza, instrukcja i arkusz excel do pobrania całkowicie za darmo TUTAJ, lub w Menu > Darmowe materiały

Jeśli podoba Ci się sposób w który podchodzę do tematu przedsiębiorczości dla dzieci – kliknij niebieski przycisk poniżej i napisz parę słów 😉

Pozdrawiam Cię serdecznie i pamiętaj: jak coś to pisz – chętnie usłyszę opinię, krytykę lub pogadam o pierdołach 😃

Arek